niedziela, 18 lutego 2018

L’oreal Miss baby roll mascara

Cześć kochane, dzisiaj szybki post, dopadła  mnie grypa i od kilku dni leże plackiem w łóżku, znalazłam jednak troche siły żeby coś krociutkiego do Was napisać :)

Poza weekendami mój makijaż jest bardzo minimalistyczny, a czasem w ogóle go nie ma, poza jedna rzeczą. Tusz do rzęs to coś bez czego z domu się nie ruszam. Moje rzęsy nie należą ani do spektakularnie długich, ani gęstych, dlatego staram się zawsze mieć na nich tusz.

L'OREAL PARIS MISS BABY ROLL MEGA VOLUME

Jest to produkt, który poznałam w ubiegłe wakacje. Jestem wzrokowcem, więc pierwsze co mnie w nim urzekło to opakowanie, właściwie nie wiem co w nim specjalnego, ale jak dla mnie jest całkiem urocze.

Według producenta jest to tusz, który ma zastąpić nam zalotkę. Ekstremalnie podkręca, daje mega objętość i ma intensywny kolor. Dość sporo obietnic jak na jeden produkt.

Tusz posiada sylikonową szczoteczkę z krótkimi włoskami, jest lekko zakręcona. Kiedyś bardzo nie lubiłam sie z tuszami, które posiadają właśnie sylikonowe szczoteczki, teraz jednak stwierdzam, ze są ślą mnie one sto razy lepsze.
W tym produkcie podoba mi sie to, ze cieżko jest zrobić sobie nim krzywdę. Szczotka nie nabiera za dużej ilości produktu, dzięki czemu pierwsza warstwa jest zawsze dobrze wyczesana i delikatnie podkreślona. Przy kolejnej warstwie rzęsy faktycznie są mocniej podkrecone i wydłużone. Ja na codzień jednak stawiam na delikatna jedna warstwę, żeby tylko delikatnie je podkreślić.
Produkt występuje w kilku wersjach kolorystycznych (fioletowy, niebieski i czarny) ja posiadam klasyczny, ale nie wykluczam, ze bliżej wakacji zaszaleje np z kolorem fioletowym :)

Tusz kosztuje 8funtow i według mnie jak na taka cenę jest godny polecenia. Jedyne co zawsze na początku mi w nim przeszkadza to fakt, ze zaraz po pierwszym otwarciu jest dość ‚mokry’, ale ze tak powiem da sie z tym żyć i po kilku użyciach jest już normalny. Zdecydowanie polecam :)

Buziaki xoxo


niedziela, 28 stycznia 2018

Nowości kosmetyczne // too faced, the body shop, tarte //

Cześć kochane,
Nie wiem jak to sie stało, że styczeń właśnie sie kończy. Jeszcze niedawno byłam w Polsce i były święta, a tu zaraz luty. Jako, ze grudzień był dość intensywnym pod względem wydatków miesiącem niewiele nowości wpadło do mojej kosmetycznej kolekcji, za to zdecydowanie nadrobiłam w styczniu. Tak wiec dzisiaj post o nowościach grudniowo-styczniowych.


NEONAIL smart set premium
Jest to zestaw do paznokci zawierający 5 mini lakierów hybrydowych, top, bazę, lampę 24W, odtluszczacz i remover po 50 ml, waciki bezpyłowe 250szt, pilnik oraz polerke. W zestawie znajduje sie wszystko co potrzebne jest do zrobienia mani hybrydowego. Ja już kiedyś pokazywałam Wam kolekcje moich lakierów z firmy semilac, jednak przeprowadzka do innego kraju skłoniła mnie do Zostawienia wszystkiego mojej siostrze, a ze bardzo lubiłam te wygodę posiadania ładnych paznokci przez stosunkowo długi okres czasu zdecydowałam sie na ponowny zakup zestawu startowego i zabraniu go ze sobą.

SLEEK dip it eyeliner
Czarny eyeliner to coś, co zawsze musi być w mojej kosmetyczce, niestety mój ulubiony z eveline sie skończył, dlatego tez staram sie go zastąpić jakimś innym. Tym razem padło na sleeka, który ma najbardziej zbliżony pędzelek do tego z eveline. Ma idealny głęboki odcień czerni, póki co nie mam o co sie przyczepić, może coś sie znajdzie jak poużywam go trochę dłużej.

SEPHORA rouge mat nr 65
Pomadka, która w prezencie dostałam od siostry. Ma idealny dla mnie odcień nudę i bardzo ładnie wyglada na ustach, jest mocno matowa wiec trochę wysusza usta.  ;)


PALMERS moisture rich night cream
Jest to pierwszy produkt tej marki do twarzy jaki testuje. Kiedyś używałam produktów do włosów, które bardzo fajnie mi sie sprawdzały. Jeśli chodzi o krem to w składzie posiada retinol, shea oraz aloes. Zamknięty w ciężkim pudełeczku. Ma bardzo przyjemny zapach i dość ciężka konsystencje i na razie jestem wam wstanie powiedzieć tylko tyle. Dam znać jak mi sie będzie sprawdzał.


THE BODY SHOP almond milk and honey body butter
Moje pierwsze masło do ciała z tbs. Bardzo bałam sie tego zapachu, bo nie przepadam za miodem, z tego tez powodu wzięłam opakowanie 50 ml, ale stwierdzam, ze pachnie przepięknie. Ma fajna masełkową konsystencje i wydaje sie być dość wydajny.

THE BODY SHOP banana szampon oraz odżywka
Kilka lat temu słyszałam dużo pozytywnych opinii na temat bananowej odżywki z tej firmy, jednak nie paliłam sie do tego aby wydać na nią tyle pieniędzy. Ostatnio mi sie o niej przypomniało i przy okazji zakupów zaszłam do tbs i wzięłam, początkowo odżywkę, ale pan przy kasie poinformował, ze jeśli wezmę tez szampon jedno będzie kosztowało 50% taniej także Ideolo :) Produktów jeszcze nie używałam, ale pachną świetnie i wiąże z nimi spore nadzieje.

THE BODY SHOP hemp
To już ostatni produkt tej firmy. Jakiś czas temu pisałam posta o kremie do rak z tbs z masłem shea, który sprawdził mi sie super, mówiłam tez, ze na pewno kupie tez ten z marihuana, w sklepie była na niego promocja -40% wiec nic tylko brać. Zamiast 12 zapłaciłam 7 funtów :)

IDC COLOR MAKE UP natural
Paletka 12 cieni do powiek w neutralnych kolorach. Jest to prezent, który dostałam. Na pierwszy rzut oka widać, że produkt inspirowany jest paletą naked. Piegmentacja jest całkiem spoko, póki co używałam jej raz wiec nie chce sie wypowiadać, ale być może pojawi sie o niej post.


TOO FACED matte chocolate chip
Paletą matowych cieni w odcieniach brązu, czyli idealnych dla mnie. Jest malutka i bardzo urocza, No i pachnie czekolada. Nie będę Wam za dużo zdradzać bo będzie o niej pościk!


TARTE shape tape
Kultowy, rozsławiony na yt czy blogach produkt, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Perełka wśród korektorów. Użyłam go do tej pory raz i było wielkie WOW, ale więcej opowiem o nim nabsto procent jak tylko go trochę potestuje

TARTE tartelette in bloom
Piękna paletka, w pięknych kolorach nude. Produkt, z którego cieszę się chyba najbardziej ze wszystkich nowości. Na pierwszy rzut oka widać, że cienie są bardzo dobrej jakości. I przepięknie pachną :) kolejny produkt, o którym na pewno napiszę coś więcej jak trochę potestuje. Póki co pierwsze wrażenie bardzo pozytywne.


I to było już na tyle, jeśli chodzi o moje nowości. Teraz zostaje mi ostro zabrać się za testy. 
Miałyście coś z tych produktów? 
Buziaki xx

wtorek, 23 stycznia 2018

ZOEVA CARMEL MELANGE PALETA CIENI

Czeeeeść kochani,
Mamy już wtorek, czyli coraz bliżej do weekendu :)
Dzisiaj recenzja paletki, o której pisałam Wam w ulubieńcach, opowiem Wam o moich wrażeniach, pokażę swatche, a także makijaż jaki nią zrobiłam.

Zoeva Carmel Melange
Jest to jedna z palet, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia na jednej ze stron z kosmetykami. Zdecydowanie zaliczyłabym ją do tych bardziej zimowo-jesiennych, ze względu na ciepłe rudawe kolory, które się w niej znajdują. Ja używam jej mniej wiecej od końcówki sierpnia i wydaje mi się, że po takim czasie jestem w stanie coś o niej powiedzieć.

W palecie znajduje się 10 cieni. 6 matowych, dwa perłowe, metaliczny i jeden, który opisałaby matowym z drobinkami brokatu. Paletą utrzymana jest w ciepłych tonach, wiec zdecydowanie nie będzie dla każdego. Mnie bardzo zauroczyły te rudawe odcienie, dlatego kiedy tylko ją zobaczyłam, wiedziałam, ze będzie moja.
Jeśli chodzi o opakowanie o nie odbiega ono od pozostałych palet firmy zoeva, minimalistyczne, tekturowe, bardzo poręczne. Jeśli chodzi o opakowanie jedyne czego w nim brakuje to lusterko, szczególnie kiedy bierze sie ja na wyjazdy, ale to taki mały szczegół.


Cienie maja bardzo dobra pigmentację, podobnie jak pozostałe paletki tej firmy, jedynie jeden, najjaśniejszy cień pigmentacją mocno odbiega od pozostałych. Moim zdecydowanym faworytem jest ten przecudny metaliczny cień w kolorze różowego złota. Uwielbiam dodawać go na środek powieki, jednak zanim tak go polubiłam musiałam sie z nim trochę bliżej poznać i po kilku próbach aplikowania go stwierdzam, ze najlepsza forma aplikacji jest wtłaczanie go palcem. Moim zdaniem niestety przy aplikowaniu go pędzlem traci sporo na swojej efektywności.



Uważam, że jest to produkt idealny na jesień i zimę ze względu na kolory w nim zawarte. Nie oznacza to jednak, że latem i wiosna będzie bezużyteczna, wręcz przeciwnie, tylko raczej jako paleta dodatkowa, tak przynajmniej będzie w moim przypadku, bo nie wyobrażam sobie, żeby zrezygnować z niej na kilka miesięcy. Za bardzo się lubimy.

Zostawiam Wam jeszcze kilka zdjęć makijażu oka jaki nią zrobiłam jakieś 20 minut po tym jak ją dostałam.


Dajcie znać czy używaliście tego produktu i które paletki tej firmy lubicie najbardziej.
Buziaki :)

niedziela, 21 stycznia 2018

THE BODY SHOP SHEA HAND CREAM

Cześć kochani, 
jak Wam weekend leci, bo ja nie mogę uwierzyć, że to już prawie koniec i od jutra znowu do pracy ;)
Dzisiaj opowiem Wam kilka słów o jednym z kremów do rąk, który skradł moje serce w ostatnim czasie, a o którym zapomniałam napisać w ulubieńcach.
 
THE BODY SHOP SHEA HAND CREAM 
Nawilżający krem do rąk zawierający masło shea, olej z migdałów, olej sojowy oraz olej babassu do skóry suchej i bardzo suchej. 
Cena : 22.90 zł / 30 ml


opakowanie: produkt zamknięty w tubce, która moim zdaniem bardzo ładnie się prezentuje. Obawiałam się, że przy większym zużyciu może ono sprawiać problemy, np. że będzie pękać, na szczęście nic takiego się nie dzieje. Tubka jest w kolorze srebrno-złotym i ma charakterystyczne dla tej firmy logo. Jedynym minusem opakowania jest zakrętka, która jest w kształcie ośmiokąta i w momencie kiedy krem jest mocniej zakręcony, małą trudność sprawia mi otwarcie go. 

zapach: ja już kiedyś wspominałam, że nie jestem zbyt dobra w opisywaniu zapachów, ale ten bardzo mi odpowiada. Spokojnie mogłabym porównać go do zapachu męskich perfum, co bardzo mi się podoba, bo uwielbiam męskie perfumy, chyba nawet bardziej niż damskie. Zapach nie jest nachalny, więc myślę, że nawet osobom, które nie przepadają za perfumowanymi produktami będzie odpowiadał, wystarczy nie wąchać dłoni :D 

konsystencja: konsystencja zdecydowanie nie należy do ciężkich, porównałabym ją raczej do takiej kremowo-żelowej. 

Używam kremu od około 2 miesięcy i sprawdza mi się fenomenalnie. Bardzo dobrze nawilża, na długi okres czasu. Fakt faktem używam go kilka razy dziennie, przynajmniej raz w pracy, po pracy i na wieczór, ale od kiedy go mam nie czuję takiego uczucia dyskomfortu, bo dochodziło już do tego, że dotykając jakiejś częsci ciała, czułam jakie dłonie są szorstkie i nieprzyjemne. Ja niestety aktualnie pracuję w miejscu, w którym moje dłonie narażone są na mega wysuszanie, dlatego szukałam kremu, który sprosta moim oczekiwaniom. Krem z the body shop ze względu na swoją lekką konsystencję bardzo szybko się wchłania, nie pozostawiając na dłoniach lepkiej warstwy, co jest ogromnym plusem, ze względu na to, że można go użyć praktycznie w każdej sytuacji nie martwiąc się, że dłonie pozostaną tłuste (przetestowałam na ekranie mojego telefonu). 
Dodatkowo jest bardzo wydajny, posiadam wersje 100 ml i przy codziennym używaniu po dwóch miesiącach została mi jeszcze połowa.
W planach mam również przetestowanie tego słynnego kremu z wyciągiem z marihuany, ciekawe czy tak samo się sprawdzi.

Używałyście? A może macie jakieś swoje ulubione kremy do rąk?:)
Buziaki :) 


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Ulubieńcy roku 2017 //ZOEVA THE BALM CHANEL WIBO//

Dzień dobry kochani,
Trochę czasu minęło od kiedy pojawilam się tu ostatni raz. U mnie zmieniło się przez ten czas sporo, przede wszystkim skończyłam studia i wyprowadziłam się za granicę. Obecnie bloguje do was z UK. Ostatni rok był dla mnie na tyle stresujący, że szczerze mówiąc nie miałam ochoty na blogowanie, ale wracam ze zdwojoną siła, a przynajmniej taki mam plan.

Jako, że zaczął się nowy rok, postanowiłam zrobić kosmetyczne podsumowanie ulubionych produktów kolorowych i kilka pielęgnacyjnych.

ZOEVA CARMEL MELANGE 
Paleta posiada 10 cieni o różnym wykończeniu: matowym, perłowym, satynowym oraz metalicznym. Jest to paleta o ciepłych odcieniach o wysokiej pigmentacji. Cienie bardzo ładnie łącza się że sobą, nie zauważyłam też żeby jakoś szczególnie się osypywały. Jest to druga paleta firmy ZOEVA jaką posiadam j poraz kolejny jestem z niej bardzo zadowolona.
Mam przygotowany post z dokładną recenzją tego produktu, w którym będziecie mogły zobaczyć także makijaż jaki nią wykonałam, oraz dokładne swatche każdego cienia.
Cena: 89.90 na mintishop

 


AVON MARK EYESHADOW PRIMER 
Baza pod cienie w neutralnym kolorze ładnie wyrównuje koloryt powieki i podbija kolory cieni. Produkt bardzo wydajny, myślę że w stu procentach spełnia swoje zadanie, cienie ładnie się na niej utrzymują, nie rokują się . Ma bardzo przyjemna kremowa konsystencję. Jedyna rzecz jaką bym w niej zmieniła to opakowanie, które może być problematyczne dla osób z długimi paznokciami, ale do tego właśnie sa pędzle, żeby ułatwiać sobie życie. Porównując cenę do jakości uważam że produkt jest godny polecenia.
Cena: 11 zł
 

Zeszły rok był dla mnie rokiem rozswietlaczy, w swojej kolekcji mam ich kilka jednak tylko dwa z nich zasługują na miano najlepszych.

THE BALM MARY LOU MANIZER
Jest to produkt, który w moich zbiorach po raz pierwszy pojawił się kilka lat temu jednak trochę o nim zapomniałam i oddałam go siostrze. Będąc jakiś czas temu w Polsce w Douglasie szukalam jakiegoś fajnego rozswietlacza i w końcu wyszłam z tym. Bardzo trwały rozswietlacz o szampańskim kolorze, daje na twarzy efekt tafli odbijającej światło. Dodatkowo stosować go można jako członek ien do powiek. Ja najczęściej używam go do rozświetlenia wewnętrznego kącika. Myślę że jest to produkt, który na pewno zostanie ze mną na dłużej.
cena: ok 65 zł

MUA PRISM HIGHLIGHTER SOLAR FLARE 
Produkt delikatniejszy od THE BALM, ale kupił mnie swoim kolorem chlody, holograficzny odcień, który bardzo ładnie podkreśla kości policzkowe.
cena: ok. 3 funty

 


WIBO ECSTASY BLUSHER NR 1
Jeszcze kilka miesięcy temu róż na moich policzkach pojawiał się sporadycznie, aktualnie pojawia się w każdym makijażu, zarówno delikatnym jak i tym mocniejszym. Róż, o którym dzisiaj mowa pojawił się już u mnie na blogu w poście, w którym opisywałam Wam paletkę 3 steps to perfect face z wibo, zdanie na jego temat mam wciąż takie samo. Daje subtelny złoto różowy efekt na policzkach, dzięki czemu buzia od razu wydaje się zdrowsza. No i ogromny plus za urocze i poręczne opakowanie, które mimo do złudzenia przypomina róż od narsa.
Cena: ok 20 zł

 


BOURJOIS BRONZING POWDER NR 52
Produkt, który w moich "zbiorach" jest już od jakiegoś czasu, jednak troche był przeze mnie pomijany. Cały czas używałam jednego i jakoś nie przychodziło mi do głowy żeby go użyć dla odmiany, do czasu kiedy nie zapomniałam tego drugiego zabrać z Polski. Zaczne od opakowania które jest tekturowe, zamykane magnetycznie. Sam bronzer wygląda jak kawałek czekolady i zamysł był prawdopodobnie też taki, żeby pachniał jak czekolada, akurat to nie do końca się udało, ale grunt, że nie czuć go na twarzy.
Nie jest to zdecydowanie produkt, którym wykonturujemy twarz, ponieważ jego odcień jest za ciemny, ale można ładnie, delikatnie opalić nim twarz. Jest raczej delikatny więc nie sądzę by można było zrobić sobie nim krzywdę. Dodoatkowo produkt posiada bardzo subtelne drobinki, co bardzo ładnie wygląda w dziennym świetle, szczególnie na słońcu.

 

MANNAKADR FANTASY 3IN1 BLUSH HIGHLIGHTER EYESHADOW
Jest to marka z którą poznałam się dopiero będąc na wyspach, produkt dostałam w pudełeczku birchbox (jest to, coś w stylu beglossy). jest to produkt, który ma trzy zastosowania, jako róż, rozświetlacz i cień do powiek. Dla mnie spełnia się w jednej roli. Uwielbiam nakładać go palcem na całą powiekę, z kreską eyelinerem czy bez i tak prezentuje się świetnie. Niestety jestem totalnym bladziochem więc jako rozświetlacz jest dla mnie za ciemny, a jako róż za brązowy. Jako cienia używam go zawsze, kiedy akurat nie mam ochoty bawić się paletkami i potrzebuję czegoś szybkiego i prostego.
Cena: 15 funtów.



COLLECTION LASTING PERFECTION FAIR
ten korektor towarzyszył mi przez cały rok 2017. uwielbiam go pod każdym względem. Jest tani i świetny jakościowo. Jest to jeden z korektorów, który jest w stanie poradzić sobie z moimi cieniami pod oczami. Niestety posiada też minusy, pierwszy z nich to dsostępność, niestety w polsce nie jest dostępny nigdzie stacjonarnie, a drugi jest taki, że jest to produkt, dla mnie przynajmniej troszkę ciężki, dlatego odpowiednia pielęgnacja tych okolic musi być, ale dajemy rade!
Cena: ok 20 zł

CHANEL ROUGE COCO 404 JULIA
Jest to ultranawilżająca pomadka do ust w moim ulubionym odcieniu nude. Nie zauważyłam, żeby jakoś genialnie nawilżała usta, ale na pewno ich nie wysusza i bardzo ładnie wygląda. Dodatkowo kupiła mnie za swoje opakowanie, które jest jednocześnie bardzo minimalistyczne, ale także luksusowe. Pomadkę dostałam od mojej siostry w prezencie i naprawdę trafiła w dziesiątkę. Myślę jeszcze o nabyciu innych kolorów.
 

To by było na tyle jeśli chodzi o produkty do makijażu.  Z pielęgnacji nie wiele rzeczy przypadło mi do gustu na tyle mocno aby tu o nich wspomnieć, jest jednak kilka produktów do włosów, z którymi mocno się polubiłam.

ORGANIX BRAZILIAN KERATIN THERAPY SZAMPAN I ODZYWKA
Firmę te poznałam niedawno bo jakoś we wrześniu, w czasie pobytu w Polsce. Produkty te bardzo lubi moja mama i to dzięki niej zaczęłam ich używać.
Jest to seria wygładzająca z keratyna. Włosy po umyciu nie są tak gładkie jak powinny być ok zapewnieniach producenta, natomiast są miękkie i z łatwością jestem w stanie je rozczesać co jest dla mnie ogromnym plusem. Początkowo myślałam, że to może kwestia zmiany wody, że włosy są delikatniejsze w dotyku, nie piszą się tak bardzo, ale jak przez jakiś czas używałam innych produktów do włosów to wszystko "wracało do normy". Produkt występuje w różnych seriach. Moja posiada m.in. olejek kokosowy, proteiny keratyny, olejek awokado i masło kakaowe.


AUSSIE 3 MIRACLE OIL MEGA
Lekki olejek do włosów normalnych i cienkich, bogaty w olej z orzechów makadamia, olej kokosowy oraz olej z krokosza bawarskiego. Stosuję go na wilgotne włosy, jeszcze przed rozczesaniem. Nie wiem czy jest to dokładnie jego zasługa, czy całej pielęgnacji jaką stosuje, ale stan moich wiecznie suchych i zniszczonych włosów zdecydowanie się poprawił. Jedyne co mogłabym w nim zmienić to jego zapach, bo nie koniecznie mi odpowiada. Jestem beznadziejna w opisywaniu zapachów dlatego nawet nie będę próbowała go wam opisać, zresztą i tak nie wiem nawet do czego go porównać. Na szczęście nie czuć go na włosach aż tak bardzo.

BIOSILK SILK THERAPY ORIGINAL
Produkt niezwykle kontrowersyjny. Dla jednych jest super, dla innych niekoniecznie że względu na dużą ilość silikonów. Cóż, prawda jest taka, że moje włosy nigdy nie miały problemów z silikonami, tak zdaje sobie sprawę z tego, że takie produkty za dużo im nie dają, jedynie sprawiają wrażenie jakby były zdrowe i odżywione. Minimalna ilość produktu wystarczy aby rozprowadzić go po całej długości moich włosów. Przepięknie je wygładza i nadaje zdrowego blasku, co dla mnie jest dość istotne biorąc pod uwagę fakt, że włosy mam farbowane, a niestety kiedy kolor się wypłukuje włosy stają się bardziej matowe. No i wielki plus za zapach, włosy pachną po nim jak po wyjściu od fryzjera. Uwielbiam i właśnie zaczęłam swoje ostatnie opakowanie.

To już wszyscy moi ulubieńcy, jak widzicie nie ma ich zbyt dużo, ale to tylko dlatego, że nic więcej nie skradło mojego serca. Kilka nowych perełek idzie do mnie w paczce więc kto wie, być może okażą się faworytami, zobaczymy. A tym czasem uciekam przygotowywać obiadek, piszcie koniecznie co wam się najlepiej sprawdziło w ubiegłym roku i czy używaliście wyżej wymienionych produktów.
Buziaki,
Ladycharm

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Maybelline Anti-Age Effekt - korektor pod oczy

Koniec sierpnia zbliża się wielkimi krokami, szczerze nie mogę uwierzyć, że zaraz już koniec lata, mimo, że nie zaszczyciło nas wielkim ciepłem, to sam fakt, że to lato sprawiał, że aż chciało się żyć. 
Dzisiaj mam dla Was recenzję korektora, który gościł u mnie przez kilka dobrych miesięcy. Jeśli jesteście ciekawe o czym mowa i jak się u mnie sprawdził, zapraszam do czytania.

Cienie pod moimi oczami nie są łatwe do zakrycia, przeciętny korektor zwykle nie daje im rady. Jakiś czas temu dostałam od siostry korektor Maybelline Anti-Age Effekt w kolorze 03 Fair. 

Cena ok 30/40zł / 6,8ml



Produkt niestety nie jest u nas dostępny, dlatego bardzo się ucieszyłam kiedy dowiedziałam się, że będę miała okazję go przetestować. Malutka buteleczka z aplikatorem w postaci gąbeczki, którą bardzo przyjemnie nakłada się produkt, niezwykle zauroczył mnie swoim opakowaniem. 



Produkt ma lekki, prawie niewyczuwalny pudrowy zapach i lekką kremową konsystencję. 



Początkowo bałam się odcienia, zwykle produkty, które kupuję są najjaśniejsze. W tym przypadku okazał się idealny. 
Jak już wspomniałam produkt jest lekki, przez co jego krycie nie jest takie, na jakie liczyłam. niestety nie radził sobie z moimi cieniami tak jakbym tego oczekiwała, ale nie ukrywam mało jaki korektor jest w stanie sobie z nimi poradzić. Mimo wszystko uważam go za bardzo fajny produkt, szczególnie w czasie lata, kiedy nie nakładałam ciężkich produktów na twarz, lekko rozjaśniałam nim właśnie okolice oczu oraz jako rozświetlacz na grzbiet nosa, łuk kupidyna. Tworzyło to fajny, lekki dzienny makijaż. 

Jeśli chodzi o wydajność, używałam go od poczatku marca, a zużycie jest takie jak widać na zdjęciu, więc myślę, że jest całkiem wydajny. Biorąc pod uwagę fakt, że nie oszczędzałam go jakoś bardzo mocno, myślę, że jest wart swojej ceny i że gdyby był dostępny u nas stacjonarnie, na pewno kupiłabym kolejne opakowanie. 

Miałyście z nim do czynienia? A może planujecie zakup? Piszcie o swoich ulubionych korektorach, chętnie spróbuję coś nowego. :)

PS. Właśnie zaczęły się dni lifestyle w Super - Pharm, ja już swoje zakupy zrobiłam, a Wy? Planujecie coś? Ja o swoich na pewno Wam opowiem już niedługo, a tymczasem możecie zobaczyć co kupiłam na moim instagramie ;))

xxLadyCharm

środa, 17 sierpnia 2016

Studio Fix Powder Plus Foundation MAC*

Witajcie kochane!
Kilka miesięcy temu chwaliłam Wam się moim zakupem, z którego niezmiernie się cieszyłam i z którym wiązałam wielkie nadzieje. Mowa oczywiście o MAC STUDIO FIX NC15.

Podkład i puder w jednym. Produkt jest długotrwały i łatwy w użyciu. Nadaje cerze gładkiego, nieskazitelnego, aksamitnego i matowego wykończenia. przeznaczony do używania na sucho za pomocą gąbeczki bądź pędzla. Dostępny w szerokiej gamie kolorystycznej. 

Cena: 132 zł / 15g

Długo nosiłam się z zamiarem zakupu tego produktu, nie było łatwo wydać taką sumę pieniędzy na produkt, którego nigdy wcześniej nawet nie trzymałam w rękach. W końcu jednak się skusiłam i przyznam szczerzę, że był to mój strzał w dychę! 

Ale od początku. W doborze koloru pomagała mi przemiła Pani pracująca w jednej z bardziej znanych perfumerii. I mimo, iż nie miałam tego produktu nigdy w rękach dobrze wiedziałam z jakim kolorem wyjdę, jednak nie ukrywam pomoc specjalistki bardzo się przydała, chociażby dlatego, że dzięki jej namowom zdecydowałam się na kupno. 

Puder zamknięty jest w plastikowym opakowaniu z lusterkiem, zamykane na zatrzask. Opakowanie jest bardzo solidnie wykonane, ale czego innego można się spodziewać za taką cenę. Pudełeczko ma dwa "pięterka" na pierwszym jest oczywiście nasz produkt, w drugiej zaś jest miejsce w którym znajduje się gąbeczka (której niestety Wam nie pokazę bo nie wygląda najlepiej). Jak już wcześniej wspomniałam jest też lusterko, które nie jest za duże, ale bardzo dobre jakościowo.


Jeżeli chodzi o konsystencję, jest bardzo pudrowa, delikatna. Co dodatkowo zwiększa komfort używania go.


Produkt występuje w bardzo szerokiej gamie kolorystycznej, mój to NC15 jeden z odcieni naturalnych. Jak dla mnie jest idealny, co również daje mu dużego plusa, chociażby dlatego, że jest to jeden z pierwszych pudrów, który nie jest za ciemny, albo nie jest transparenty. 


Puder ten nie należy raczej do produktów lekkich, dlatego trochę się go obawiałam, że względu na moją suchą cerę. Dlatego używając go muszę pilnować aby moja buzia zawsze była dobrze nawilżona, w innym wypadku podkreślałby wszystko to, co tak naprawdę chcę ukryć. Jako ciężki produkt, ma bardzo ładne krycie, niewielka ilość jest wstanie zakryć to, czego podkład nie dał rady zakryć, a i dobrze radzi sobie z rozjaśnianiem zbyt ciemnego podkładu (oczywiście pod warunkiem, że ten podkład jest tylko troche za ciemny) 



Jak widać mój dotknął już denka, co troszkę mnie smuci bo zbliża się moment kiedy go zabraknie. Uważam jednak, że jak na produkt, który używany jest przeze mnie niemal codziennie jest całkiem wydajny, zważywszy, że mam go od lutego, a mamy już sierpień. Wychodzi na to, że w przyszłym roku znowu sprawie go sobie na urodziny, a kupię go na pewno bo według mnie jest wart każdej wydanej na niego złotówki.

Miałyście z nim do czynienia? A może dopiero macie w planie się za niego zabrać? 

xxLadyCharm